,,...-Nie,zaczekaj-powiedziałam."
Chłopak odwrócił się
niespodziewanie w moja stronę przez,co staliśmy niebezpiecznie
blisko siebie.Nagle zaczeliśmy się do siebie zbliżać.Moje myśli
ciągle krążyły wokół tego co się za raz wydarzy.Nawet nie
zaóważyłam jak Jaś zaczął delikatnie muskać moje usta.Czułam
się magicznie.Chciałam,aby ten momet się nigdy nie kończył,ale
nasze pieszczoty musiał przerwać pewien osobnik typu męskiego oraz
posiadane przez niego dziecko typu żeńskiego.Inaczej,mój tata
wrócił do domu wraz z moją siostrą odebraną,co dopiero z
przedszkola.Jak najszybciej się od siebie odkleiliśmy i staliśmy w
bez ruchu do puki do kuchni nie wszedł mój tata i dał mi buziaka w
policzek mówiąc coś w stylu ,,Hej",ale go nie słuchałam
tylko patrzyłam w przestrzeń ocknęłam się
-Samolocik!-krzyczała na cały dom.Bez
wszelkiego gadania wzięłam ją na barana i ruszyłam ku
ogrodowi.Razem z siostrą otworzyliśmy drzwi balkonowe i zaczęliśmy
biegać po ogródku.Zastanawiało mnie tylko jedno.Gdzie jest do
cholery Jasiek?Odkąd mój tata wszedł do kuchnie tak powiem jednym
słowem się zawiesiłam.
~~~Oczami Jasia~~~~~
Stałem koło samochody ojca Julki i
pomagałem jej tacie wnosić rzeczy do domu kiedy zaóważyłem
dziewczynę z dzieckiem na baranach.Bez wszelkiego namysłu spytałem:
-Kim jest ta dziewczynka na baranach u
Julki?-po chwili jebłem się mocno w łeb z powodu mojej
głupoty.Chociaż dobrze,że się spytałem mogłem się jeszcze
upewnić.
-To siostra Julki,Martyna-odrzekł jej
tata otwierajac drzwi do domu,aby przejść do (jak dla niego)
najważniejszego pokoju w domu.Miałem,co do tego inne zdanie,ale to
jego sprawa.Dla mnie najwarzniejszym miejscem w domu jest mój pokój
i łazienka.W łazience możesz się wysrać i nikt cię nie będzie
podglądać,ale najwiekszą wagę przywiązuje do mojej sypialni.To
miejsce jest dla mnie święte,to tam zawsze płacze jak jest mi
smutno,tam nagrywam filmiki,tam się najczęściej śmieje i to ten
pokój tak jakby jest moim kościołem niektórzy nie wyobrazają sobie
życia bez na przykład kuchni,albo salonu,ale większość osób w
tym ja uważa,że to miejsce jest dla nich najważniejsze.Ja tak
mam,to tam zawsze przeżywałem wszystko na przykład jak mój
chomik-Tomasz zmarł,albo po stracie jednej z najważniejszych osób
w moim otoczeniu dziadka Włodka.To było
straszne.Płakałem.Tak,płakałem faceci też czasem płaczą.Nie są
bez uczuciowymi robotami,bez współczującymi dupkami.Taki pogląd na
świat facetów ma większość kobiet.Niestety nas nie znająna dwie dziewczyny w ogródku
biegające w kółku.
-Idź jak chcesz-powiedział spokojnie
kładąc rękę na moim ramieniem.
-Ale...-nie dał mi dokończyć.
-Gapisz się na nie z jakieś 5 min.Idź
ja sobie dam radę-powiedział i uśmiechnął się ciepło.Powoli
ruszyłem w stronę pokoju na świeżym powietrzu.Biegały tam chyba
dobrze się bawiąc.Uśmiechnąłem się na ten widok,był
uroczy.Nagle Julka walnęła się na ziemie krzycząc,że się
poddaje.Cicho się zaśmiałem.Jej głowa zwróciła się w moja
stronę i prychnęła urażona w moją stronę:
-Z czego rżysz?-spytała podpierając
się łokciami z udawaną powagą,zbyt dobrze rozpoznałem ten wyraz
twarzy,zbyt często ja widziałem.
-Ale ty masz słabą
kondycje-powiedziałem powstrzymując się od śmiechu.
-To spróbuj ją udźwignąć,zobaczymy
jaki kozak z ciebie-odpowiedziała dumna z siebie Julka.
-Ok.Podniosę ciebie i Martę i nawet
nie drgnę,zakład stoi-spytałem pewny siebie.Podając jej rękę.
-Ok.-powiedziała uściskająż ją i
wyprostowała się dumnie.Miałem na nią chaczyk.
-Ale nie myśl,że zakładam się o
nic-powiedziałem po chwili z chytrym uśmieszkiem.Momentalnie mina
jej zrzędła.
-Przepraszam,co?Musze wykonać jakieś
zadanie jak przegram-odpowiedziała zszokowana.
-Po pierwsze widać,że ktoś tu się
boi,po drugie na tym polegają zakłady,po trzecie musisz pójść ze
mną na imprezę organizowaną przez mojego kumpla Florka i pocałować
mnie-powiedziałem wyprostowują się.Widać była zdezoriętowana.
-Przepraszam,co?!Nigdy w
życiu!-wiedziałem,że się nie zgodzi.Więc podszedłem do niej
bliżej,że prawie stało by się to,co w kuchni.Zrobiłem jak to mam
w zwyczaju minę pedofila.Zaczeła sie cicho śmiać.
-Haha zapomnij,nigdy w
życiu-powiedziała zakładając ręce na piersi.Przez,co wygladała
na pewną siebie.
-No trudno ja jak bym przegrał mógł
bym zdjąć koszulkę i wskoczyć do dużego basenu z lodowatą woda
no,ale trudno.Skoro nie chcesz to nie zmuszam-powiedziłaem cofając
się do drzwi.Chyba ją to przekonało,bo wskoczyła mi na plecy i
szepnęła mi do ucha,przez co przeszły mię ciarki:
-Ok,umowa stoi.Teraz bież Martynę